Długi czas oczekiwania w urzędzie. Kilka wizyt, aby zarejestrować się jako bezrobotna. Ciągle czegoś brakowało, jakby to było niemożliwe, żeby na pierwszym spotkaniu wszystko omówić i załatwić to w ramach dwóch wizyt. Ostatecznie zdecydowałam się na rejestrację on-line, która wydała się nieco łatwiejsza, ale też kosztowała sporo czasu i nerwów.
W razie zmiany jakichkolwiek danych, które zobaczą w krajowym systemie, są bardziej nadgorliwi niż skarbówka. Człowiek nawet jeszcze nie oswoi się z tą zmianą, a trzeba załatwiać sprawę w UP.
Osoby, które tam pracują, z całego serca i wyżyn swoich możliwości starają się wyszukać możliwe rozwiązania na to jak nie załatwić sprawy. Rozumiem, że łatwiej jest odesłać kolejną osobę z kwitkiem niż wykonywać swoje obowiązki, jednak w pracy z ludźmi wymagana jest chociaż śladowa empatia. Współczuję wszystkim, którzy muszą się tam rejestrować. Dalej istnieje przekonanie, że urzędnik to pan i władca…
Ostatnio niestety miałem nieprzyjemność korzystania z pomocy urzędu "pracy" (pracy jest tylko z nazwy), bo pracy, a nawet pomocy w jej znalezieniu to tam nie otrzymasz. Przy rejestracji czekanie na 6h (w moim przypadku) chociaż korzystałem z ich pomocy z rok wcześniej i wtedy to przebiegało dużo sprawniej, to przez ten czas coś się zmieniło na dużą niekorzyść (do rejestracji były czynne tylko 2 stanowiska pomimo iż do tego celu jest przeznaczonych z 5/6 stanowisk). Rok wcześniej urząd pomógł mi w załatwieniu stażu, a teraz jeżeli bym sobie sam nie znalazłem pracy, to mógł bym głodem przymierać. Zamiast być coraz lepie, to niestety jest coraz gorzej i dobitnie to widać w Urzędzie Pracy.
Od 2h dzwonie i jestem ciągle NASTĘPNA W KOLEJCE. To już trzeci dzień, kiedy próbuję się dodzwonić do działu zajmującego się dotacjami. Rozumiem - może być dużo chętnych, tłum dzwoniących, ale żeby TRZY DNI być "następny w kolejce", czekać na infolinii kilka godzin ze słuchawką w uchu i się NIE DODZWONIĆ? TRAGEDIA!!!?
Gdyby tylko była taka możliwość, przyznałbym 0 gwiazdek. Dwa miesiące temu, na jedno zaświadczenie (odbiera się je w tym samym pokoju, w którym rejestrują się bezrobotni) czekałem dwie godziny. Gdyby nie to, że kilka osób wyszło, czekałbym znacznie dłużej. Wczoraj, tj. 18.07, o 13:00, przyjechałem po kolejne zaświadczenie (wcześniej nie mogłem. Byłem w ZUSie) i okazało się, że brakło numerków. Bez niego nie przyjmą. 3 lub 4 próby podjęcia numerka w przeciągu 10 minut, zakończyły się niepowodzeniem. Nie było też wiadomo, czy odblokują. Ostatecznie, temat zaświadczenia, załatwiłem przez internet (praca.gov). Dobrze by było, gdyby zaświadczenia, można było odbierać gdzie indziej, bo jadąc do UP, miałem nadzieję, że uda mi się wrócić do ZUS. A tu klops